Byłam wczoraj w nocy w cerkwi. Msza zaczęła się o 23.30. Większość ludzi czekała przed cerkwią ze świecami, gotowa do przyjęcia światełka. Nagle ze świątyni zaczęli się wyłaniać pierwsi wierni z odpalonymi już świecami, tłum zaczął lgnąć do środka. Ten, kto był gotowy, mógł rozpocząć obchód wokół cerkwi (trzy razy). To bardzo ładny widok, gdyż jest już ciemno i widać tylko cienkie żółte płonące świece (widok psuły prymitywne osłony przed wiatrem na świeczkę, czyli plastikowe kubeczki, folia aluminiowa, kubeczki po kawie z automatu- ale to osobliwość swojskiego narodu).
Tak się składa, że 3/5 wiernych po obchodzie idzie do domów. To dla nich najważniejsza część, poza tym komu chciałoby się spędzić w cerkwi na stojąco (w większości cerkwi nie ma ławek) 3 godziny? :)
Msza jest bardzo luźna. Ludzie w trakcie często sobie rozmawiają. W Polsce na rezurekcji wszyscy są skupieni na księdzu i toku mszy, jest ona bardziej konkretna i kolejne jej elementy następują jeden po drugim od razu. W cerkwi msza nie jest tak "zbita". Po obchodzie wierni ustawiali się w kolejce co całowania ikony (ksiądz robił przy tym znak krzyża na czole). Co chwilę wykrzykiwane jest Christos Voskresen!, duchowny częstuje wiernych jajkami, rzucając je w tłum :) Poza tym duchowni robią parę obchodów w środku świątyni między wiernymi. Rzeczywiście jest moment, w którym wierni podchodzą do siebie i dzielą się jajkiem i kozunakiem, życząc sobie wesołych świąt. Poza tym wiele modlitw następuje za ikonostasem, czego wierni nie widzą. Są czytania, kazanie, Ojcze Nasz.
Komunia jest też odrobinę inna. Jak tłumaczyła mi koleżanka, poprzedza ją zawsze spowiedź na dzień przed Wielkanocą. W momencie przyjmowania, ksiądz wymawia imię wiernego i mówi, że jego grzechy są mu odpuszczone. Ciało Boże maczane jest w winie, po czym podchodzi się do osoby (to nie jest duchowny), która trzyma tacę, na której znów jest wino do wypicia, a na koniec zagryza się kawałkiem chleba. To, co podobało mi się najbardziej, to zapalone świece i chór bez żadnych instrumentów. Poezja dla uszu.
Komunia jest też odrobinę inna. Jak tłumaczyła mi koleżanka, poprzedza ją zawsze spowiedź na dzień przed Wielkanocą. W momencie przyjmowania, ksiądz wymawia imię wiernego i mówi, że jego grzechy są mu odpuszczone. Ciało Boże maczane jest w winie, po czym podchodzi się do osoby (to nie jest duchowny), która trzyma tacę, na której znów jest wino do wypicia, a na koniec zagryza się kawałkiem chleba. To, co podobało mi się najbardziej, to zapalone świece i chór bez żadnych instrumentów. Poezja dla uszu.
Z owymi cerkiewnymi świecami też jest ciekawie. Podobno po odpaleniu świecy od światełka można przez parę minut trzymać rękę w płomieniu i człowiek się nie poparzy; w dodatku pozostała część zgaszonej już świecy też się przyda: można ją zapalić w momencie ulewy, by przegnać deszcz albo w sytuacji, gdy my lub ktoś bliski jest chory, by szybko powrócił do zdrowia. Ciekawe, prawda?
Na koniec dodam, że wiele kawiarni i sklepów w Wielkanoc jest czynnych. Ludzie spacerują, stołują się na mieście, można było nawet posłuchać koncertu i popatrzeć na narodowe tańce (i zatańczyć). Byłam tym zbita z tropu, jednak to właśnie jest piękne w innych kulturach, że tradycje się różnią :)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz